Nowa wystawa w lokalu – fotografie Ryszarda Piotrowskiego - HISTORIA SPOTKANIA AUTORSKIE WERNISAŻE - - Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa
Strona główna » HISTORIA, SPOTKANIA AUTORSKIE, WERNISAŻE » Nowa wystawa w lokalu – fotografie Ryszarda Piotrowskiego

Nowa wystawa w lokalu – fotografie Ryszarda Piotrowskiego

5 stycznia 2016

str 2 i 3  Dialog nad zdjęciem ……

Domy przystanęły na skraju uliczki. Jeszcze krok i utknęłyby w wilgoci piasku, zgubiły równowagę na nierówności kamieni. A one nie z tych, co będą walczyć z przeciwnościami, odnajdywać równowagę pośród jej braku. Muszą czuć stały grunt pod fundamentami.

W domach mieszkają ludzie. Pan, pani, jeszcze jedna pani i pan. I dzieci – jedno, drugie, trzecie. Staruszki i staruszkowie. Siedzą przy oknach na wygodnych, starych fotelach, albo stoją oparci głową o okienną framugę gapiąc się w dal. A ona wabi, przyciąga, choć jednocześnie trwoży. Niektórzy udają, że tej dali nie ma. Są tacy, co naprawdę nie wierzą w jej istnienie.

Domy pomagają ludziom tkwić w tym bezruchu. Z fałszywą troskliwością ochraniają  balustradą i płotem, przed oczami stawiają ogródki. W nich można posmakować okruszki wolności. Złapać oddech. Ale to ersatz. I niektórzy się tego domyślają. I zaczynają tęsknić nie wiadomo za czym i do czego.

Domy zwarły szeregi, bo nawołująca dal nie jest jedynym niebezpieczeństwem. Za plecami jest coś większego, od czego trzeba odwrócić wszystkie okna, aby nikt nie zerknął w tamtą stronę. Zatrzasnąć okiennice, aby nikt nie słyszał szeptanego nawoływania.

Wysoko nad dachami zawisł most, niknie we mgle, łagodnie rozpływa się w niej. Jest miękki i delikatny jak ona, a pod tą delikatnością pulsuje jego siła i moc. „Jestem twoim marzeniem, nazwij je, wybierz, spróbuj iść jego śladem, a wtedy zaistnieję, urzeczywistnię się” szepce most. „Może staniemy się wtedy tym, czym pragniesz a może nigdy nie wyjdziemy z mgły, szukania i niepewności. Niczego nie obiecuję, oprócz drogi” świszcze między przęsłami zimnym powietrzem.

Ktoś uchylił jedno okno, ktoś półotworzył drzwi. Czy już ruszył w drogę? I w którą stronę? Wybrał dal? Most i mgłę? A może się jeszcze waha, może zatrzaśnie przed sobą drzwi przestraszony budzącą się odwagą?

Kogo zamknąłeś w tym kadrze, Ryszardzie?

Małgorzata Kawka – Piotrowska

…………………………………………………………………………………………………………………………..

Podobno pierwsze było słowo. Tym razem pierwszy był obraz. Kilka lat temu wczesnym rankiem parkowałem samochód w wąskiej uliczce nad zatoką Firth of Forth w Szkocji niedaleko Edynburga. Odpływ odsłonił olbrzymie połacie morskiego dna lśniące wilgotnym piaskiem, po którym szukając pożywienia biegało wodne ptactwo. W mokrym mule zatoki odbijały się sylwetki domów stojących na nabrzeżu. Nad tym wszystkim królowała mgła. Tańczyła w powietrzu zasnuwając sobą horyzont lub odsłaniając jego tajemnice. Olbrzymi most górujący nad domami pojawiał się i znikał. Zafascynowany dynamiką i szybkością zmieniających się obrazów zrobiłem kilka zdjęć.

Czy wtedy byłem świadomy tej poetyckiej wizji, którą później Małgosia wysnuła z mojego zdjęcia?  Oczywiście nie. Uwrażliwieni na obraz, światło, poruszeni do głębi tym, co pojawia się nagle przed naszymi oczami fotografując działamy pod wpływem intuicji. Zmusza nas ona do szybkiego działania. Nie ma czasu na zwłokę, bo utrata pierwszego wrażenia zabierze obraz bezpowrotnie. Interpretacje tak powstałym zdjęciom nadajemy później, układamy je w puzzle szukając ukrytych powiązań, kreując nowe. To jest magiczny czas, gdy fotografie nabierają innych znaczeń i innej poetyki, jakże różnej od uczuć towarzyszących pierwotnemu impulsowi zmuszającemu do naciśnięcia migawki. Dzięki temu procesowi każdy uchwycony w kadrze obraz staje się wieloznaczny, niedopowiedziany. Mimo zamknięcia  jest otwartą przestrzenią.

Można fotografię oglądać zastanawiając się „co autor miał na myśli” i na tym zaprzestać. Ale można też, tak jak Małgosia, stworzyć inną, swoją tylko historię. Spróbować opisać, zinterpretować, powołać do życia treści, których na powierzchni zdjęcia nie widać. To tak jak w poezji, jak w muzyce, gdy po pierwszym zachłyśnięciu się pięknem słów lub dźwięków docieramy do głębszych pokładów uczuć, przesłań.  Poruszeni przesłaniem możemy uruchomić proces poznawania siebie, nazywania własnych myśli, tęsknot, marzeń, radości, smutku. A wtedy twórca i odbiorca  stają się równi sobie, bo każdy z nich tworzy na swój sposób prowadząc jedyny w swym rodzaju dialog. Taką tezę postawiłem wiele lat temu w katalogu do jednej z moich wystaw i podtrzymuję ją także dzisiaj.

Małgorzato, siebie zawarłem w tym kadrze. Ty także opowiedziałaś o sobie.

Ryszard Piotrowski

fot. Ryszard Piotrowski All Mighty Bridge

fot. Ryszard Piotrowski, All Mighty Bridge

The_Old_Church_Coimbra

fot. Ryszard Piotrowski, The Old Church Coimbra

Audience_Room

fot. Ryszard Piotrowski, AudienceRoom

Boznańska

fot. Ryszard Piotrowski, Boznańska

First_Golgota_Station

fot. Ryszard Piotrowski, First Golgota Station

Hole_in_the_Floor

fot. Ryszard Piotrowski, Hole in theFloor

Pantyhose

fot. Ryszard Piotrowski, Pantyhose

Shadow

fot. Ryszard Piotrowski, Shadow

The_Doors

fot. Ryszard Piotrowski, The Doors

 

Ryszard Piotrowski, rocznik 1951.  Moja przygoda z fotografią zaczęła się wcześnie. Już w szkole średniej aparat fotograficzny, a raczej patrzenie na rzeczywistość  w specyficzny, obrazowo-sytuacyjny sposób, stał się częścią mojej osobowości.  Kamera towarzyszyła mi w czasie nauki na Wydziale Biologii UW, przez studia doktoranckie w Instytucie Badań Jądrowych, wreszcie w czasie pracy w Zakładzie Badań Polarnych PAN, której uwieńczeniem było założenie Polskiej Stacji Badawczej na Antarktydzie (wyspa Króla Jerzego na Szetlandach Południowych).  W roku 1979 zostałem przyjęty w poczet Związku Polskich Artystów Fotografików. Dwa lata później wyjechałem do Stanów Zjednoczonych.

W czasie wieloletniego pobytu za oceanem pozostałem warszawiakiem z urodzenia oraz przekonań z powodzeniem godząc te pryncypia z „american way of life”.  Udało mi się również z powodzeniem łączyć obowiązki rodzinne i zawodowe z moimi pasjami – fotografią, ekspoloracją świata i uprawianiem wędkarstwa muchowego. Odkryłem urodę zachodniej części Stanów i zjeździłem Zachodnie Wybrzeże od Meksyku po Kanadę poznając dzikie, niezaludnione, często porzucone przez Indian, jak i białych kolonizatorów miejsca. Do Polski wróciłem w 2008 roku. Mieszkam i pracuję w Warszawie.

Brałem udział w wielu wystawach zbiorowych, mam na koncie sześć wystaw indywidualnych, moje zdjęcia znajdują się w kolekcjach prywatnych, głównie za oceanem.

Wciąż jestem przekonany, że życie się dopiero zaczyna a ciekawość jego dalszej części trzyma mnie w gotowości do dalszych poczynań.

HISTORIA, SPOTKANIA AUTORSKIE, WERNISAŻE