WIKTOR WOŁKOW "SŁOŃCE" - WERNISAŻE WYSTAWY - - Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa
Strona główna » WERNISAŻE, WYSTAWY » WIKTOR WOŁKOW "SŁOŃCE"

WIKTOR WOŁKOW "SŁOŃCE"

22 lipca 2011

zaproszenie 2,3

Wiktor Wołkow, fot. Jerzy Fedorowicz

Wiktor Wołkow, fot. Jerzy Fedorowicz

Wiktor Wołkow urodził się 4 kwietnia 1942 roku w Białymstoku, mieszka w Supraślu. Jest członkiem internet pharmacy cialis buy online Związku Polskich Artystów Fotografików. Od kilku dziesięcioleci, z pasją, utrwala na zdjęciach przyrodę i pejzaż północno-wschodniej Polski. „Zafascynowany dzikością i pierwotnością natury naszego regionu, przemierza tę ziemię z aparatem fotograficznym o każdej porze dnia i nocy, o każdej porze roku. Zwykle wędruje około trzydziestu kilometrów dziennie. Ścieżkami, które zna doskonale i tymi, które dopiero odkrywa. Jego fotografie udowadniają, że w naturze zawsze jest coś po raz pierwszy: każdej wiosny Narew rozlewa się inaczej, każdego lata inaczej odbija się w Biebrzy niebo, każdej jesieni inaczej rudzieją drzewa, każdej zimy inaczej skrzy się śnieg” (Gabriela Szczęsna, „Świat według Wiktora W”, Studia Łomżyńskie, T. VIII, Rok 1997). Wiktor Wołkow fotografuje metodą tradycyjną – analogową. W swoim dorobku twórczym ma tysiące zdjęć, czarno-białych i barwnych. Wielokrotnie prezentował je na wystawach, w tym na ponad 100 indywidualnych, m.in.: „Flora i fauna Białostocczyzny” (1970), „Gawrony” (1970), „Ptak” (1974, 2005), „Taki pejzaż” (1976), „Biebrza” (1977), „Pejzaż czarno-biały północno-wschodni” (1983), „Barwy roku” (1989), „Ptak i koń” (1989), „Moje loty” (1995), „Ptaki” (1998), „Słońce” (1998), „Bocian” (1999, 2001), „Krajobrazy magiczne” (1999), „Słońce, moje Podlasie” (2002), „Łodzie” (2005), „Krzyż” (2005), „Podlaskie skarby natury” (2008). Wystawy „Był sobie koń” (2002) oraz „Łodzie” (2005) pokazywane były w Łomży. Wiktor Wołkow jest laureatem wielu konkursów fotograficznych, w których zdobył ponad 100 nagród i wyróżnień. Od 1983 roku twórca wydaje albumy autorskie. Dotychczas ukazało się dwanaście: „Wołkow”, „Rok 1863”, „Biebrza”, „Krzyż”, „Słońce”, „Biebrza od źródeł do ujścia”, „Podlasie, Supraśl, Puszcza”, „Narew”, „Bocian”, „Czar Podlasia”, „Lot”, „Moje łowy”. Wiktor Wołkow to fotograf obdarzony malarską intuicją, który – z „wyłowionych” z natury kadrów – tworzy impresje pejzażowe o niepowtarzalnym klimacie i nastroju. Jego prace świadczą o wielkiej wrażliwości i zażyłości autora ze światem przyrody, która „łaskawie” odsłania mu swoje tajemnice. W cyklu „Słońce” artysta rejestruje chwile ukazujące niezwykłą urodę tej najbliższej nam gwiazdy, w różnych porach dnia i roku. Na zdjęciach Wiktora Wołkowa połyskuje ona kolorami srebra, złota, czerwieni, różu, fioletu. Schwytana w obiektyw, gdy „ślizga się” po wodzie, wygląda zza chmur, odbija się w kropli rosy, srebrzy na śniegu, rozjaśnia mrok lasu, albo skrywa się za horyzontem – dzięki maestrii artysty – ujawnia piękno i potęgę natury.

Karolina Skłodowska

 

Wiktor Wołkow od tylu już lat fotografuje swoje ukochane Podlasie (które słusznie nazywa najpiękniejszą krainą na świecie), że sam stał się już stałym elementem jego krajobrazu. W przeciwieństwie do bocianów nie opuszcza go ani na chwilę. Każdego lata, wiosny, jesieni i zimy właśnie tutaj powstają setki jego kadrów – efekt wielu godzin czatowania na tę jedną – jedyną chwilę.

(z katalogu „Bocian”)

Wiktor Wołkow, fot. Piotr Jucha

Wiktor Wołkow, fot. Piotr Jucha

Sam o sobie

 40 lat poruszam się z aparatem fotograficznym w zaczarowanym kręgu Polski północno-wschodniej, a dopiero niedawno uprzytomniłem sobie jak ważna i niepowtarzalna jest każda chwila w fotografowaniu krajobrazu. Nigdy nie da się powtórzyć tego samego kadru. Za rok o tej samej porze wszystko już będzie inne. Po latach pracy zrozumiałem, że sprzęt i materiał są sprawą drugorzędną. Zbyt skomplikowany aparat może nawet utrudniać zrobienie dobrego zdjęcia i bywa, że w ekstremalnych warunkach pogodowych po prostu zawodzi. Posługuję się, tak jak w latach sześćdziesiątych, rosyjskimi lustrzanymi obiektywami 500 i 1000 mm i dość prymitywnym modelem PENTAXA K-1000. Długa ogniskowa zmusza mnie do wykonywania kilku klatek tego samego obiektu (groźba nieostrości i poruszenia). Dlatego pracuję na najtańszym materiale amatorskim AGFACHROM, który według mnie ma ciekawszą barwę niż film profesjonalny. W 1992 roku skończyłem z fotografią czarno-białą. Podstawowym moim materiałem został slajd barwny. Rocznie wykonuję ok. 30 000 klatek. Na barwnym materiale negatywowym fotografuję doraźnie. Jednak okoliczności i miejsce zrobienia każdego zdjęcia pozostają w mojej pamięci na zawsze.

Wiktor Wołkow

 (…) Niech przemówią za nas fotografie Twojego wytrwałego sługi Wołkowa. Ten wielbiciel Twojego malarstwa i Twojej dramaturgii postanowił dawno-dawno temu dokumentować życiorysy kilkuset twoich istot: rok po roku, miesiąc po miesiącu.

W swoim jednoosobowym Instytucie Pamięci Naturalnej założył kilkaset teczek.

Co to za teczki? Czyje życiorysy? Cóż to za istoty?

Gniazdo. Upatrzone gniazdo bocianie. Przylot pary rodziców. Narodziny potomstwa. Wychowanie. Odlot…

Upatrzona czeremcha. Wiosna czeremchy. Lato czeremchy. Jesień czeremchy…

Upatrzony krzyż. Krzyż w roztopach, w upale, w słocie.

Upatrzona bruzda. Wiosna bruzdy. Jesień bruzdy.

Trzy pory życia. A zima? (…)

E. Redliński

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

fot. Wiktor Wołkow

Wiktor – czyli zakątek duszy

 Przez trzęsawiska, tropem łosia, ktoś dźwiga motocykl. Widzę go z daleka w śnieżycy wśród stada żubrów. W niebie wysokim leci na czele klucza gęsi. Z drzewem w jedno zrośnięty trwa. W kropli srebrzystej na nici pajęczej wita pierwszy promień słońca. We mgle porannej szuka klucza złotego do skarbnicy Matki nas wszystkich, który utonął w Czerwonym Bagnie.

Już kilka dziesiątków lat minęło od daty kiedy los pozwolił mi napisać pierwsze słowo o Wiktora fotografii dla miesięcznika „Projekt”. Już nie bardzo pamiętam co wówczas napisałem. Chyba coś o sośnie nad mogiłą powstańczą pod Sokołdą. Później razem przemierzyliśmy szmat jego ulubionej, a i mnie serdecznie bliskiej Polski północno-wschodniej. Zrobiliśmy wspólnie niejedną książkę.

Pierwsza była czarno-biała, ascetyczna, mocno kadrowana, opatrzona pasującym do jej poetyki tekstem Edwarda Redlińskiego, opowieść o płotach, drogach, koniach, krowach, ptakach… Słowem saga spraw zwykłych z okolic serdecznych, która dzięki obiektywowi Wiktora stała się fotograficzną „poezją białą”. Potem zrobiliśmy „Biebrzę”, „Krzyż” dla Jana Pawła II i „Słońce” z Miłoszem dla wszystkich. Świecący krąg. Tarcza. Ale Wiktor potrafił odkryć w nim i wokół niego tysiące zjawisk niepowtarzalnych poprzez swoją zaciekłą dociekliwość, katorżniczą pracę i sumienność wieloletniej obserwacji. Jakieś świty biebrzańskie i narwiańskie, krwawe lodowiska w mroźne zachody, bociany w purpurze, drzewa w ogniu, krzyż po trzykroć wrośnięty w ziemię, ścieżkę biegnącą ku słońcu z postacią nieostrą – życiem steraną lub tylko wspomnieniem będącą.

Jest coś w jego fotografii co może wydać się naiwnością, a co ja traktuję jako powściągliwość, intuicyjne ograniczenie środków, ascezę bliską niekiedy hasłom minimalizmu w sztuce. Widzieć należy dalszy ciąg Wiktorowej wizji w nas samych. Nie sposób też w pełni ocenić osobowości Wiktora bez znajomości jego losu, pogodnych i trwałych przyjaźni, ptaków w ogródku Grażyny, heroizmu trwania po stracie bolesnej…

Od lat na mojej półce leży książka Jana Bułhaka „Fotografika – Zarys Fotografii Artystycznej”. Stary mistrz w wielu miejscach formułuje zdania, które tu przytoczę myśląc o pracach Wiktora.

 

Teleobietyw jest najlepszym i prawie jedynym narzędziem, gdy idzie o „obraz”, a nie o fotografię, o obraz skomponowany prawidłowo, z uwzględnieniem normalnego odstępu i dobrej perspektywy zależnej od tego odstępu…

…tu działa nie przypadek, tylko świadoma wola fotografa, biorąca na płytę, na całą płytę aż po brzegi, nie temat przygodny, tylko to co, na niej mieć pragnie.

 

Gdzie indziej Bułhak gani każdego kto:

 

…wypiera się własnowolnie odrębności narodowej w fotografii dla motywów międzynarodowych, pseudo-urbanistycznych, ze świata przeważnie industrialnego, przedstawiającego nagromadzenie i pstrokaciznę przypadkowych przedmiotów, związanych z jałowym materializmem życia wielkomiejskiego. (Almanach Fotografiki Wileńskiej, Wilno 1931).

W myśl zasady Johna Ruskina, że wszelkie piękno pochodzi od przyrody, a ona jest najwyższym urzeczywistnieniem i wzorcem wiekuistym, Bułhak utrzymując, że sztuka powinna być przede wszystkim intymnym obcowaniem z Naturą wieczną i nieskończoną, w swej „Fotografice” napisał:

Nie pomnażać fotograficznych lamusów jeszcze jednym spisem inwentarzowym skopiowanej „prawdy” i rzeczywistości”, która bardzo mało obchodzi artystę, lecz – dawać radość i wzruszenie innym, przez ukazanie zakątka własnej duszy.

Andrzej Strumiłło

Maćkowa Ruda, marzec 2008

 

 

 

 

 

 

WERNISAŻE, WYSTAWY